|
BLIŻEJ
…siebie.
Pracuję w Miejskim Ośrodku Doradztwa Metodycznego w Białymstoku
od 3,5 lat. Podczas konsultacji indywidualnych i w czasie warsztatów
szkoleniowych
i kursów, szukają u mnie wsparcia w problemach wychowawczych, nauczyciele
wszystkich szczebli edukacji. Moje doświadczenie i wychowawcze i dydaktyczne
budowałem na relacjach z dziećmi w młodszym i średnim wieku szkolnym oraz na
kontakcie z młodzieżą dorastającą. Dopiero niedawno zaczęły proponować
prowadzenie warsztatów mi – mężczyźnie - nauczycielki dzieci w wieku
przedszkolnym. Fakt ten „wymusił” na mnie uważniejszą refleksję o wychowaniu
w pierwszych latach życia dziecka. Kolejny raz pojawiła się we mnie potrzeba
przemyślenia tzw. problemów wychowawczych „ab ovo” – od początku.
Zaryzykowałem i sformułowałem pierwszą radę wychowawczą:
1.
Wobec podopiecznych
miarą profesjonalizmu jest takie zachowanie wychowawcy, które zaspokaja jego –
DOROSŁEGO - naturalne potrzeby, zaś sposób zaspokojenia tych potrzeb jest
społecznie twórczy, rozwojowy, empatyczny.
Otóż nie ma takiej możliwości, aby osoba dorosła nie
zauważyła totalnej zależności dziecka od siebie. Odpowiedzią najtrafniejszą,
najmądrzejszą, NAJBARDZIEJ NATURALNĄ jest wydobywanie z siebie wszystkiego, co
najlepsze, aby podarować i podporządkować siebie i to co we mnie jest najlepsze,
rozwijającemu się najczęściej z ekscytującą dynamiką, dziecku. Co zrobimy
z
sygnałami, jakie śle do nas rozwijające się we własnych rytmach dziecko?
Odpowiadam: treść i forma odpowiedzi uzależniona jest od potrzeb dorosłego.
Dlatego, gdy wychowawcy pytają mnie, co zrobić z dzieckiem, które z jakiś
względów, z powodu potrzeb własnych, nazywa nadpobudliwym, lub co zrobić
z
dzieckiem, które z pewnych względów i własnych potrzeb, nazywa agresywnym,
odpowiadam, że nie wiem. Natomiast próbuję inspirować refleksję o potrzebach
dorosłego. Czego potrzebujesz, człowieku? Twoje uczucia, które się w tobie
pojawią, poinformują cię, czego potrzebujesz. Istnieje prawdopodobieństwo, że
jeżeli opiekun, wychowawca, potrafi rozpoznać własne potrzeby skrywające się za
uczuciami, potrafi także pomóc dziecku rozpoznawać jego potrzeby, które
sygnalizuje otoczeniu swoimi wyraziście okazywanymi uczuciami. Jeżeli tego nie
potrafi, nie nauczy bardzo ważnej umiejętności życiowej, która jest fundamentem
indywidualności. Za spostrzeganymi przez dorosłych zachowaniami, klasyfikowanymi
jako nadpobudliwość albo agresywność u dzieci, kryją się bardzo różne potrzeby a
podstawową potrzebą dziecka zdaje się być potrzeba bezpieczeństwa i akceptacji,
która może być zaspokojona przez pełną zależność od dorosłego. Dlatego też
struktura takiej relacji wymaga od dorosłego maksymalnego natężenia duchowego –
empatii, wyobraźni, intelektu, sumienia
i nieustannej pracy samoświadomości, aby
chcieć funkcjonować na granicy swoich najlepszych możliwości. Dziecko może stać
się szansą na niezwykły skok jakościowy w rozwoju człowieczeństwa (uczuciowości,
duchowości) osoby, która się opiekuje dzieckiem. Dorosły nie nauczy się
odpowiedzi, jakiej ma udzielić konkretnemu dziecku (formy i treści), z żadnego
poradnika. Dorosły pozostaje sam, wraz ze swoją umiejętnością rozpoznawania
tego, co mogłoby przydać się konkretnemu dziecku w konkretnej sytuacji, gdyby on
- dorosły zechciał dziecku podarować. Gdyby miał taką potrzebę bycia bliżej tego
dziecka, dostrzegając
i szanując jego indywidualność.
Cały ten przydługi akapit ma służyć temu, aby wzbudzić myśl
odmienną od tej: „Co mam zrobić z dzieckiem, gdy…”, na IDEĘ: „Co mam zrobić z
sobą, gdy będąc obok dziecka czuję…”, „Czego tak naprawdę potrzebuję ja” i „Czy
chcę zaspokoić potrzebę dziecka i w jakiej formie to zrobię?”.
Obecność dziecka w życiu dorosłego może przybliżyć go do
uporządkowania swojego życia, gdy przypomni on sobie aforyzm S.Coveya:
„Najważniejsze, aby najważniejsze było najważniejsze”. Czy może być dla
człowieka coś ważniejszego, niż (uwaga!)… on sam! Gdy pasażerom samolotu
sygnalizuje się prawdopodobne niebezpieczeństwo, maskę tlenową najpierw zakłada
opiekun dziecka. Dobry kontakt człowieka dorosłego z samym sobą doprowadzi go
prawdopodobnie do wyartykułowania pragnienia życia pełnią życia, czyli
poszukiwania tych form
i treści, które sprzyjają prawdziwemu życiu. ŻYĆ PEŁNIĄ
ŻYCIA. SPRZYJAĆ ŻYCIU! SPRZYJAĆ INDYWIDUALNOŚCI I ODMIENNOŚCI. Warto w sobie
inspirować odwagę wprowadzania w życie własnych niepowtarzalnych cech, które
wzbogacą rzeczywistość osób i nie zmarnują możliwości zaprezentowania ich
najpierw osobom, które kochają a potem zadziwionemu światu.
Co ja, jako dorosły mogę zrobić, aby osoba obok mnie mogła
wzrastać? Czy jestem na tyle odważny, aby przyjąć życie, które z jakiś
niezwykłych i tajemniczych powodów chce przyjść na świat, poprzez moje ciało,
moje geny, moją czułą serdeczność ( albo nie-czułą, nie-serdeczność)? Czy
powołanie do życia wymaga odwagi! Jaką potrzebę własną zaspokajam, zapraszając
do życia w moim domu, nowe istnienie?
Dziecko (nawet kilkunastoletnie) nie wie, kim jest, dokąd
zmierza, brakuje mu słów na określenie tego, co czuje, jakie ma potrzeby i w
jaki społecznie twórczy sposób owe potrzeby może zaspokoić. Wniosek według mnie
jest następujący: wychować dorośli mogą jedynie siebie. Istnieje pewne prawdopodobieństwo,
że osoby żyjące obok nas zechcą skorzystać z nas. Gdy nas wybiorą na osoby
„modelowe”, będą miały pewien punkt odniesienie i informację, w jaki sposób
zachowują się Ci, którzy fascynują ich tym, że spostrzegane są jako osoby
kochające, wspierające, akceptujące, wielkoduszne, przy których inni czują się
osobami kochanymi, wspieranymi, akceptowanymi, szczególnymi.
Poszukiwanie sposobu na wychowanie młodszego pokolenia
najczęściej sprowadza się do prób manipulowania sytuacjami i dzieckiem w ten
sposób, aby ono – dziecko spełniło moje oczekiwania, aby realizowało
scenariusze, których autorem jestem ja-dorosły, abym mógł zaspokoić potrzebę
znaczenia, dominacji, władzy.
Jeżeli hodowca kwiatów nie rozpozna, jaka jest potrzebna
ziemia konkretnej roślinie, jaki stopień wilgotności jest potrzebny owej
roślinie, jaka temperatura sprzyja najbardziej rozwojowi konkretnej rośliny, ten
hodowca nie wykorzysta wszystkich możliwości rozwojowych danej rośliny.
Gdy przyjaciele mówią: „Jesteś specjalistą od storczyków!
Nie widzieliśmy piękniejszych, tak dorodnych i wielobarwnych”, Czuję w sercu
radość i rozpiera mnie duma. Zaspokajam potrzebę życia w harmonii z roślinami,
które wziąłem pod swoją opiekę, potrzeba harmonijnego życia z otaczającym mnie
światem. Czuję się uniesiony. Mam dodatkowy powód do poczucia sensu tego, co
robię. Lubię być uważny. Lubię być systematyczny. Lubię dokształcać się w
dziedzinie,
w której zobowiązałem się do bycia kompetentnym. Sprawia mi radość
fakt otwartych oczu, czujnych uszu, smakowitość i wielobarwność Lubię lubić
otaczający mnie świat. Lubię siebie. Lubię zaspokajać potrzebę bycia blisko
samego siebie.
Nie
odkrywam „ameryki” gdy mówię: podstawową kompetencją nauczyciela, już to w
przedszkolu, już to na uniwersytecie, jest ten typ uczuciowości, dzięki której
starszy ma świadomość, jakie zaspokaja potrzeby i czy to czyni w społecznie
twórczy sposób, czyli czy wykorzystuje twórczo zasoby, które w sobie odnajduje,
aby przydały się one innym (np. osobie młodszej).
Tak więc
mogę przypuszczać, że współczesne studia pedagogiczne bez treningu uwrażliwienia
i treningu interpersonalnego, zaspokajają m.in. potrzebę znaczenia, władzy i
trudno tym potrzebom odmówić racji bytu czy zaprzeczać ich znaczenia dla wielu
osób, w różnych fazach życia. Jednak w galerii potrzeb przyczyniających się do
poczucia sensu życia warto uwzględnić ćwiczenia i próby dostrojenia się do
wzrastających obok nas istot, poprzez wzbudzanie wyobraźni, empatii, sumienia.
Może tu chodzi o tzw. inteligencję emocjonalną? A może być blisko samego siebie
jest mądrością życiową?
Jerzy Binkowski
|