|
„Postawiłem sobie pomnik trwalszy niż
ze spiżu”
Bartek Raducha, kl. I A XLO
(Szczerze mówiąc to nie mam pomysły na tę rozprawkę. W mojej
głowie panuje pustka wspomagana przeziębieniem i potężnym bólem
głowy. Postaram się jednak napisać coś sensownego na ten temat).
Te słowa Horacego odnoszą się do ludzi, których czyny, słowa lub
osiągnięcia (ew. gesty) przeszły do historii i pamięta je wielu ludzi
niekoniecznie związanym z dziedziną, w jakiej zasłynęły. Takie postacie
jak Tadeusz Kościuszko, Adam Mickiewicz, Kozakiewicz i jego gest czy
też żyjący wciąż Lech Wałęsa. O nich wiedzą wszyscy, wiedzą, co oni
zrobili, w jaki sposób przysporzyli chwały ojczyźnie i sobie.
Jednak nie na tych ludziach chciałbym się skupić.
Moją rozprawę chcę skupić na postaciach mało znanych, których
zasługi są ważne dla kraju, ale nie mówi się o nich często,
ponieważ nie wszyscy o nich pamiętają.
Chce powiedzieć tu o setkach bezimiennych bohaterów, ludzi,
którzy oddali swe życie w imię jakiegoś celu. Celu wyższego,
jakim jest ojczyzna.
Wszyscy wiedzą, że za powstanie Kościuszkowskie jest odpowiedzialny jak
sama nazwa powstania wskazuje, sam Tadeusz Kościuszko. Jednak to nie on
sam walczył. Dowodził setkami ludzi wywodzących się z różnych
stanów społecznych. Walczyli chłopi, mieszczanie, szlachta uboga
i bogata. Wszyscy walczyli ramie w ramię w imię jednego celu: ojczyzny
wolnej.
Jednak nikt nie mówi o nich, mimo iż to właśnie oni, swoimi
dłońmi wywalczyli tyle zwycięstw nad zaborcami. Kościuszko dowodził.
I robiło dobrze, co potwierdza wiele zwycięstw ważniejszych lub mniej
ważnych. Ale to właśnie oni zwyciężali nieprzyjaciela. I im za to
chwała. Niestety: „Gloria Victis” – Chwała
Zwyciężonym.
Można zadać pytanie: Czy było warto? Warto odnosić rany? Warto ginąc od
kul i bagnetów?
Mam pewność, że każdy z walczących w tym powstaniu odpowiedziałby:
„Za Ojczyznę: tak!”
Powstańcy postawili sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu. Jest on
zbudowany z bohaterstwa i poświęcenia, w którym spoiwem była
krew, a stawiany było kosami osadzonymi na sztorc i wypalonymi
karabinami.
Myślę o tych ludziach, wspaniałych ludziach, za każdym razem, kiedy
patrzę na mapę Polski, powtarzam daty z historii, każdego 11
listopada… Ożywiam ich, i sprawiam, że pamięć o nich trwa dalej.
I trwać będzie, dopóki nie zginie ostatni polak.
Kolejnym przykładem, jaki podam, będzie człowiek znany na całym
świecie. Zmarł on na AIDS. Freddie Mercury, wokalista zespołu Queen, bo
o nim mowa.
Jego muzyka jest żywa we wszystkich pokoleniach słuchających rocka. Ja
do nich należę i nadal słucham Queena oraz solowych płyt Freddiego.
Był to wspaniały człowiek, który tworzył muzykę zawsze, nawet,
gdy walczył z chorobą. Koncertował jeszcze na kilka miesięcy przed
śmiercią.
Pewnego dnia wieczorem jedząc kolację w radiu usłyszałem utwór
zespołu Queen, zdaje się że był to „Who Want to live
forever”. Mój tato powiedział wtedy, że piosenki Freddiego
trwają nadal, i są popularne. Ja do tej wypowiedzi mogę dodać, że nie
są popularne jak gwiazdki dzisiejszej piosenki, które świecą
tylko przez kilka miesięcy. One nadal świecą blaskiem nieśmiertelnej
muzyki Queenu.
Freddie Mercury zmarł. Ale muzyka nadal żyje.
O nim mogę powiedzieć, że postawił sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu.
A jest on zbudowany z muzyki, muzyki, która łączy pokolenia i
pokazuje, że choroba i śmierć nie są końcem życia człowieka, ale tylko
kontynuacją życia. Nie człowieka jako całości ani ciała, ale jego
ducha, który przywoływany jest za każdym razem, kiedy odtwarzam
w moim Winampie utwór Queenu, za każdym razem, gdy ktoś włącza
płytę winylową z nagraniami. Przywołuje on ducha zespołu i sprawia, że
on wciąż żyje. W muzyce która łączy pokolenia.
Myśląc, co ja zostawię potomnym, nie wiedziałem, co mogę powiedzieć.
Nie zrobiłem wiele, ale chcę zrobić coś, co zapisze mnie w historii
świata. Może będzie to jakaś dobra i mądra książka, może będzie to
jakiś dobry artykuł, może jakiś program komputerowy… Nie wiem,
ale z pewnością będzie dane mi to wiedzieć.
Oby to było coś dobrego.
Kończąc moje rozważania powiem jedno. Spiż jest twardy i wytrzymały,
ale pamięć o czynach wielkich jest potężniejsza. Ale jest uzależniona
od nas. O tym czy bohaterskość ludzi walczących w powstaniach,
których w naszej historii było wiele będzie nadal sławna i nie
zginie. I niech tak będzie. Nawet, jeżeli zamiast „Gloria
Vici” usłyszymy „Gloria Victis”.
|
|