|
Czy cenzura powinna być obecna
w mediach?
Bartek Raducha, kl. I A XLO
Odpowiedź w zasadzie
nasuwa się samo: tak.
Ale czy jednak zawsze chcemy jej?
Większość starszych pamięta czasy PRL-u, gdy to cenzura była czymś
normalnym. Nie można było mówić o tym ze ustrój jest zły, o tym, że
towarzysz Stalin to burak (użyłem tego słowa tylko w przykładzie,
chociaż też tak myślę), lub temu podobne teksty. Mówić nie można było, a
co dopiero pisać.
Ale przyszły czasy demokracji, czyli III Rzeczpospolita. I co? Ludzie
starszej daty wzdychają za cenzurą obecna za czasów komuny. A to,
dlaczego? Jakaś mała, niejasna do końca ploteczka usłyszana w klozecie
staje się nowiną. To, że jakiś znany człowiek miał nielegalne dochody,
lub kochankę. Potem jest wykonywany telefon do jakiegoś brukowca (np.
Faktu, który nie nadaje się do niczego innego, jak tylko rozpałka w
piecu lub w zastępstwie papieru toaletowego) i ten na pierwszej stronie
wielkimi literami pisze jakiś przyciągający wzrok nagłówek w stylu
„Kochanka ministra” wraz z bardziej lub mniej udanym zdjęciem ponętnej
kobiety w młodym wieku. Pół biedy, jeżeli jest to prawdziwe zdjęcie, a
co za tym idzie jest prawda plotka, ale jeżeli to wszystko jest wyssane
z palca, a zdjęcie okazuje się zawodowym fotomontażem zdolnego grafika?
Wtedy robi się zjawisko, które ja prywatnie nazywam „niezłą kaszanką”. W
prasie zawrzy, inne pisma podchwycą temat, znajdą kolejne wątki historii
o wiarołomnym ministrze. A kiedy wszystko się wyjaśni, nie będzie
żadnych niedopowiedzianych słów, to pismo zostanie poproszone o
wyjaśnienie. Zostanie ono umieszczone, nie ma co do tego wątpliwości.
Zazwyczaj na ostatniej stronie, małymi literkami. A przecież sądzić się
o takie coś nikt nie będzie. Tutaj trafny wydaje się cytat z pewnego
filmu, który kiedyś oglądałem: „Sensacja, niekoniecznie prawdziwa na
pierwszej stronie, wielkimi literami, przeprosiny za pomyłkę – małymi
literkami na ostatniej stronie”.
Doskonałym przykładem źródła informacji, które przekazuje
najrzetelniejsze wiadomości, z pierwszego źródła, co do którego nie ma
wątpliwości że może być nieprawdziwe – jest angielskie radio BBC. Tam
każdy reporter który poda do wiadomości nieprawdziwą informacje, żegna
się z posadą. Taka zasada gwarantuje stuprocentową prawdziwość
wiadomości wysyłanych w eter przez to radio.
Co jeżeli chcemy się wypowiedzieć na jakiś temat, a za bardzo nie mamy
podstaw w tym kierunku?
Tu ujawnia się zaleta braku cenzury, która jest częściowo jej największą
wadą: każdy może mówić o wszystkie, jakkolwiek mu się spodoba.
Najmocniej to widać w Internecie.
Jakiś domorosły historyk zacznie pisać na temat najważniejszych wydarzeń
w historii Polski i świata. Nieraz się pomyli, ale to mu nie
przeszkodzi, ponieważ ma swoje zdanie na ten temat. Znając sposoby na
lepsze wykreowanie swojej strony na jedną z najczęściej odwiedzanych
witryn w globalnej sieci. Korzystając z tego sprawi ze wielu młodych
ludzi będzie czerpać z jego strony informacje na tematy historyczne.
Błędne informacje. I co wtedy? Dzieci będą mówiły, że to Niemcy
zaatakowały Polskę w 1939 roku (jak to było nadmienione w jednej z gier
strategicznych z kraju zza Odry).
Trochę odbiegłem od tematu głównego, ale już wracam.
Na forach dyskusyjnych też można spotkać siewców fałszywej informacji.
Takich ludzi nazywa się „trollami”. Mówią oni jakieś brednie na tematy
ważne i tak zwane „na topie”. A to jakiś „troll” obsmaruje na rządowym
forum dyskusyjnym, przeczyta to kilku ludzi i jest kłopot.
Jeszcze pozostał mi jeszcze jeden przykład, ale tym razem z historii.
Mam zwyczaj czytać przypisy i wypowiedzi naocznych świadków wydarzeń
przedstawionych w temacie lekcji. Niedawno przerabiałem temat, w którym
nadmieniano o morderstwie Gabriela Narutowicza, który zginą od kul
zamachowca, niejakiego Niewiadomskiego – fanatycznego prawicowca. Otóż,
przed wyborami skrajnie prawica zaczęła kolportować ulotki, w których
pisano, iż kandydat jest żydem. W Polsce panowało wtedy niezbyt
przychylne dla wyznawców wiary Dawidowej. Organizowano więc różnorakie
wiece, w których hasła „Precz z Żydem” i „Żydzi nie będą nami rządzili”
były normalnością.
Informacja pochodzeniu Narutowicza była świadomym kłamstwem prawicy. A
wiec to kolejny przykład, że cenzura jest potrzebna.
Podsumowując moje rozmyślanie nad tym oto tematem mogę powiedzieć, iż
wszystko zależy od ludzi. Cenzura była, ponieważ władze nie chciały być
obrzucane błotem. Na dzień dzisiejszy nie ma cenzury, i mamy coś o wiele
gorszego – paplanie totalnych bzdur, umieszczanie ich w gazetach, co
powoduje kłopoty.
Na koniec napiszę to, czym zazwyczaj kończę rozprawki, na tematy trochę
sprzeczne: Wszystko jest dla ludzi. I to od nich tylko zależy jak z tej
wolności skorzystają.
A więc cenzura jest dobra. Ale tylko używana z głową.
|
|