|
Czy impreza bezalkoholowa może
być bardziej udana niż ta
z alkoholem?
Bartek Raducha, kl. I A XLO
Jestem człowiekiem
młodym, i jak to miewa mówić przysłowie „młodość musi się wyszumieć”.
Jednak ktoś może zadać pytanie: „za jaką cenę”? Idąc za tą myślą
postanowiłem popytać moich znajomych, co sądzą na ten temat. Można
jednak zadać sobie pytanie, co ja sądzę o tym problemie. Jednak
odpowiedź ta będzie uwidoczniona w dalszej części tego reportażu.
Będąc na Campo Bosco spotkałem bardzo ciekawego człowieka. Był to tym
pokolenia ludzi zwanych „klabersami”. Byt ich polega na chodzeniu na
imprezy z większą lub mniejsza ilością używek, i po prostu dobrym
bawieniu się. Gdy go spytałem, co sądzi on o tym problemie, powiedział
mi jasno: „Alkohol niszczy przyjemność jaka płynie z jakiejkolwiek
imprezy. Jak to przyjemność, jeżeli budzisz się kolejnego ranka w domu i
masz kilkunastogodzinną lukę w pamięci, albo pamiętasz co robiłeś,
jednak wstydzisz się tego co robiłeś przez ten czas. Jest jednak gorsza
opcja, którą zaliczył mój kolega. Miał tak zwany „poranek kojota”.
Obudził się w jednym łóżku z nieznaną dziewczyną i nie wiedział jak się
znalazł w tym miejscu z tą osobą. Ja jestem przeciwko alkoholowi na
imprezach. Ja nigdy nie miałem jakiejkolwiek luki w pamięci po imprezie.
I z tego się cieszę.” Ta odpowiedź mnie bardzo zaciekawiła, więc
postanowiłem drążyć ten temat dalej, i pewnego razu podczas rozmowy z
moim przyjacielem, spytałem go czy kiedykolwiek pił na jakiejkolwiek
imprezie. Ten odpowiedział mi dosyć jednoznacznie: „Kilka piw na
dyskotece tylko dodaje pewności. Nic mi to nigdy nie zaszkodziło, nie
miałem żadnych luk w pamięci i jestem z tego bardzo zadowolony”. Tu
musze nadmienić, iż ta wypowiedz bardzo mnie zasmuciła i zadziwiła,
ponieważ miałem tego człowieka za bardzo poważną i rozważną osobę.
Starszą z resztą ode mnie o kilka lat.
Więc jak postrzegają tą sprawę osoby z mojego otoczenia? Tak czy nie?
Tego jeszcze nie rozstrzygam, bo pozostało mi jeszcze w rękawie
kilkanaście przykładów.
Pewnego dnia zostałem poinformowany, iż mam poprowadzić dyskotekę.
Zadziwiła mnie ta informacja, ale szybko przygotowałem muzykę i
następnego dnie wraz z całym rynsztunkiem przyszedłem na miejsce gdzie
ta zabawa miała mieć miejsce. Oczywiście z nieznacznym wyprzedzeniem,
które wypełniłem sobie kilkoma meczami ja kontra mój komputer w UT2004.
Po jakiejś godzinie przerwałem moją rozrywkę i rozpocząłem imprezę. Po
godzince podszedł do mnie kumpel i gadaliśmy sobie o wielu rzeczach. W
końcu rozmowa przeszła na temat tego, czy ktoś na tej imprezie jest, na
tak zwanym, „podwójnym gazie”. Wtedy stwierdził on, że co do innych nie
ma pewności, ale on jest „prawie suchy”. Nie rozumiejąc tej aluzji,
poprosiłem go o to by rozwinął ten skrót. Odpowiedź była bardzo prosta.
„Wypiłem tylko pól piwa z kumplem na spółę”. Pokiwałem głową i
uśmiechnąłem gorzko. Trzeba tu nadmienić, że nie bawił się on tak dobrze
jak pozostali, którzy nie wskazywali na stan po spożyciu. Wręcz
przeciwnie. Wszyscy bawili się szampańsko, poza nim i kilkoma innymi
osobami, z którymi nie rozmawiałem.
Więc reasumując, kolejne przykłady utwierdzają mnie że kilka łyków
alkoholu nie zawsze może pomóc w zabawie. Może czasami zaszkodzić. Znam
bardzo dobry przykład, choć niestety bardzo tragiczny. Kolega kiedyś
opowiadał mi, że w jego okolicy zdarzył się niedawno (biorąc pod uwagę
że rozmawiałem z nim jakieś sześć miesięcy temu) pewien wypadek. Czwórka
ludzi poszła na imprezę, tu trzeba dodać, że tylko jeden z nich miał
osiemnaście lat a reszta była mniej więcej w moim wieku. Byli na
dyskotece w znanym w okolicy klubie. Około trzeciej w nocy wracali do
domu, po kilkunastu piwach i drinkach. Kierowca był najbardziej trzeźwy,
bo wypił tylko trzy piwa (nie wiem dokładnie, bo kumpel podawał wszytko
orientacyjnie). Chłopak który kierował samochodem zapomniał o zakręcie i
wyleciał z drogi. Rozbił się na drzewie. Nikt nie zginał, ale kierowca
miał połamane żebra i nogi. Drugi chłopak miał złamany kręgosłup i nie
będzie już chodzić do końca życia, a pozostałe dwie osoby jadące na tyle
doznały lekkich obrażeń. Zdziwiła mnie postawa kierowcy, który nie
trzymał trzymał się zasady wpajanej w mediach i wszystkim kierowcom na
kursach: Prowadziłeś – nie jedź. Bilans jest chyba bardzo jaskrawy i
mówi jasno że nie opłaca się na imprezach pić i potem prowadzić. Ale, to
właśnie pełnoletni pił najmniej! A ustawa o ochronie przed alkoholem
młodzieży mówi jasno, i ż trzeba mieć co najmniej lat 18 by móc kupić
gdziekolwiek jakikolwiek typ alkoholu. Jednak mało kto przestrzega tego
prawa. Nie pyta się od odwody osobiste, a powiedzonko typu „zostawiłem
mój dowód w innych spodniach” znane jest wszystkim chyba barmanom w
klubach. Sam przekonałem się jak można łatwo kupić alkohol w sklepie.
Wykorzystałem do tego kilka sprawdzonych sztuczek socjotechnicznych i
mój bardzo dojrzały wygląd, oraz płeć sprzedawcy.
Założyłem się kiedyś z kolegami, iż przekonam ekspedientkę do tego iż
minęło mi już przepisowych osiemnaście wiosenek. Więc pewnego wieczory
podeszliśmy do sklepu i poprosiłem ekspedientkę o cztery piwa. Ta
zmierzyła mnie wzrokiem. W tym momencie podrapałem się po czole prawą
ręką, na której noszę różaniec w kształcie obrączki, co ona odebrała
jako znak, iż jestem już żonaty, a co za tym idzie – pełnoletni. Z
uśmiechem podała mi cztery piwa, i gdy już podchodziła do kasy by
wystukać wynik transakcji ja uśmiechnąłem się i wyciągnąłem portfel w
którym miałem legitymację gimnazjalną. Pokazałem ją dla sprzedawczyni i
zdjąłem z palca różaniec, na dowód tego, iż zrobiłem ją, nieładnie
mówiąc, w konia. A gdy jej powiedziałem, że założyłem się z kolegami iż
ją przekonam co do mojej pełnoletniości, szczęka jej całkowicie opadła.
Wycofałem się z uśmiechem ze sklepu i odebrałem pieniądze od kolegów
którzy przegrali zakład.
Więc można powiedzieć, że kupienie alkoholu w sklepie nie stanowi
problemu, co tym bardziej takiego stanowić nie będzie w klubach i
dyskotekach, gdzie barmani nastawieni są na zysk i wysoki napiwek
przekona każdego, że ma się tych wymaganych „osiemnaście”.
A więc impreza z alkoholem to tylko kwestia kilku chwil przekonywującej
rozmowy i mocnych nerwów.
Jednak czy opłaca się?
Będąc w tym roku w klubie raz z moimi braćmi i kilkoma innymi znajomymi
usłyszałem, iż w „klubie w jakim jesteśmy nie jest możliwe wyjście w
stanie trzeźwym”. Jednak założyłem się, iż przełamię tę zasadę. Mój
rozmówca zgodził się i założył się ze mną o 10 złotych. Z uśmiechem na
ustach wszedłem do klubu i sącząc Sprite'a przez większość wieczoru
wygrałem zakład i po całym wieczorze wyszedłem na plus z budżetem.
Jednak wizyta w tym klubie utwierdziła mnie w moim przekonaniu co do
bezsensowności picia alkoholu na imprezach. Przynależałem się
dziewczynom które były w tym klubie. Znałem je, ponieważ były znajomymi
mojego brata i przez czas spędzony u niego często się z nimi widziałem i
rozmawiałem. Podczas konwersacji były bardzo sympatyczne i wesołe,
jednak po kilku piwach z wkładką pokazywały swoją drugą naturę, która
mnie przeraziła. Podrywały facetów w sposób nie mieszczący się w mojej
spokojnej głowie. Nie zaprzeczę że byłem również obiektem kilku ataków
na moją osobę, na szczęście nieudanych, w wykonaniu tych dziewcząt.
Zdziwiła mnie ich „wylewność”, bo tylko takiego cenzuralnego słowa może
użyć mówiąc o tym jak zachowywały się owe młode panny (chociaż były ode
mnie starsze o kilka lat, to nie wiedziały o tym i sądziły że mam jakieś
dwadzieścia, w czym utwierdzał je mój brat). Po imprezie jedna prawie
upadła. Prawie, bo celem upadku była moja drobna osoba. Kierując się
honorem gentlemana pomogłem jej dojść do samochodu i potem odprowadziłem
do progu jej domu. Otrzymałem oczywiście przy tym bardzo korzystną
propozycję wejścia, z której jednak nie skorzystałem. Wpakowałem się z
powrotem do auta i odjechałem w kierunku domu brata.
Następnego dnia spotkałem się z nią znowu i spytałem czy cos pamięta z
wczorajszego wieczoru. Ona odpowiedziała mi że nie, a gdy jej
powiedziałem co robiła, to bardzo się zdziwiła stwierdzając iż „jaja
sobie z niej robię”. Pozostawiłem jej krótki komentarz, że jako jedyny
chyba byłem w tym klubie trzeźwy, a wtedy nie ma mowy o zwidach. Ta
tylko się zarumieniła i przeprosiła mnie za wczorajsze postępowanie, co
ja skwitowałem klasycznym stwierdzeniem: „Nie pij tyle na imprezach, bo
możesz mieć niezłe problemy potem”.
Kolejny wniosek nasuwa się sam. Kiedy jesteśmy pijani, nie kontrolujemy
tego co robimy. Mamy wtedy dosyć porządną dziurę w pamięci i olbrzymiego
kaca fizycznego, a potem moralnego, jeżeli ktoś nam powie co robiliśmy
poprzedniej nocy.
Mógłbym wytaczać kolejne argumenty za i przeciw w tej sprawie. Nie chcę
jednak być uważany za sędzię bezwzględnego i absolutnego. Powiem tylko
jedno: Alkohol jest dla ludzi, jak wszystko z resztą, i to od ludzi
zależy jak z niego będą korzystać. Czy będą się upijać, czy też,
(prywatnie uważam to za jedyną dopuszczalną formę spożycia alkoholu)
wypiją lampkę białego, francuskiego lub włoskiego wina po obiedzie, co z
resztą jest zdrowe.
Pozostaje jeszcze pytanie zadane w tytule artykułu: „Czy impreza
bezalkoholowa może być bardziej udana niż ta z alkoholem?”.
Odpowiedź każdy może dać na podstawie tego tekstu, ale moje zdanie jest
jasne: Tak. Przynajmniej wiemy jak się impreza zaczęła i skończyła, oraz
czy nie palnęliśmy jakiegokolwiek głupstwa wobec znajomych. Jak juz
mówiłem, „wszystko jest dla ludzi” ale tylko od ludzi zależy jak to
wykorzystają.
|
|